Główna // Podróże // Czekoladowy weekend

Czekoladowy weekend

Mieliśmy 4 dni wolności. Z daleka od garów, sprzątania, krzątania się z kąta w kąt i obijania o zabawki;)

Odwiedziliśmy w Brukseli moją ukochaną przyjaciółkę i jednocześnie chrzestną mamę naszego synka.

Już od dawna wybieraliśmy się w te dalekie a teraz na szczęście już bliższe strony:) Wiadomo jednak z dziećmi jest różnie i często to co planujemy jest niewykonalne. Tym razem jednak się udało!!!

Bruksela powitała nas słońcem, morzem pozytywnych emocji i oczywiście wszechobecną czekoladą :)

W ciągu czterech dni mieliśmy może 5 minut na zakup powyższych smakołyków. Cały nasz pobyt był zorganizowany przez naszych przyjaciół co do sekundy – żebyśmy zdążyli jak najwięcej zobaczyć i się nagadać:)

Pierwsze wrażenia: sterylna czystość, w ścisłym centrum brak billboardów i innych krzyczących nośników reklamowych, gigantycznych szyldów. Wszystko jest takie eleganckie, dopasowane do architektury i wyglądu miasta, a nie odwrotnie.

Ludzie są bardzo mili, uśmiechnięci i spokojni. Robiliśmy zakupy w mięsnym, przed nami było kilka osób. Ekspedientka bardzo dokładnie i bez pośpiechu wszystko  kroiła, pakowywała, podawała z uśmiechem na twarzy i nikt z klientów nerwowo się nie kręcił, nie wzdychał, nie przewracał oczami :)

Zaskoczyły mnie bramki w metrze,  a wlaściwie zupełny ich brak. O skasowaniu biletu przypomina kasownik i czerwony pasek na podłodze.

Skosztowaliśmy dużo smacznych dań z ryb i owoców morza. W centrum Brukseli jest uliczka przy której są tylko i wyłacznie restauracyjki serwujące dania z owoców morza. Przed wejściem są pięknie ozdobione witryny z przeróżnymi muszlami, które można zamówić do zjedzenia. My jedliśmy obiad w uroczej restauracji pod nazwą Cotelette i możemy ją śmiało Wam również polecić:)

Zwiedziliśmy dwa interesujące muzea. Muzeum czekolady, gdzie mogliśmy zobaczyć proces produkcji słynnych belgijskich pralinek oraz rzeźby z czekolady.

Muzeum dinozaurów dosłownie powaliło naszego synka. Po powrocie synuś usnął ok 17 i spał do 7 rano! Wyszalał się chłopak porządnie, zobaczył ogromne dinozaury, różne zwierzęta, ptaki, rybki, żabki, motyle. My dorośli też biegaliśmy i wszystko z ciekawością oglądaliśmy:)

Pod koniec naszego pobytu zwiedziliśmy również urocze miasteczko Brugge (godzina jazdy od Brukseli). My nazwaliśmy to miasto – belgijskim miastem miłości, tak romantycznie i przytulnie w nim było.

Na koniec dodam, że nasz dwulatek to już duży chłopak, z którym naprawdę coraz lżej się podróżuje i lata samolotem. Nie było już takiego marudzenia jak wcześniej. Malutki miał już swoje odrębne siedzenie, był zapinany pasami jak dorosły. Przez chwilę nawet siedział i ze skupieniem wpatrywał się w pokladowe menu. Zapytałam się na co miał by ochotę, synuś zdecydowanie wskazał palcem na hamburger:)

Nic tylko podróżować, zwiedzać wspólnie świat, zachwycać się, śmiać. Zatem Lolka do roboty!, żeby zarobić  na te wszystkie szaleństwa:)))))))))

p.s. dołączam kilka słodkości-pyszności na osłodę dnia albo wieczoru:

mamablog.pl

Przeczytaj na ten temat

___________________________________________________________________________________
Kategoria: Podróże Tagi:

Przekaż kilka słów od siebie

Copyright © 2007-2013 Mama Blog . All rights reserved.
Designed by Theme Junkie . Powered by WordPress.